Dwa tygodnie w Kanadzie. Niesamowita trasa z Vancouver do Calgary przez Jasper i Banff.

Dwa tygodnie w zachodniej Kanadzie to była niesamowita przygoda, podczas której poczuliśmy zarówno miejski klimat Vancouver i Calgary, jak i doświadczyliśmy cudów natury w parkach narodowych Jasper i Banff. Za chwilę opowiem o organizacji tej podróży, ale najpierw odpowiem na najważniejsze pytanie, które sami zadawaliśmy przed podjęciem decyzji o wyprawie.

Ten artykuł dotyczy zachodniego wybrzeża Kanady. Na wschodnim nie byliśmy, nie mamy porównania. Zastanawialiśmy się, kusiły nas Toronto, Niagara, Quebec, wyspa Księcia Edwarda. Wybraliśmy jednak zachód. Absolutnie nie żałujemy, było zjawiskowo i przepięknie!

Czy w ogóle warto lecieć do Kanady?

Tak, jeśli lubisz przyrodę.

Pyramid Lake

Pyramid Lake w parku narodowym Jasper.

Jeżeli wolisz zanurzyć się w miejskiej dżungli, to są miasta, które zachwycą Cię bardziej niż Vancouver i Calgary. Edmonton nie widzieliśmy, ale przypuszczam, że miałbym podobne odczucie.

Marzysz o Nowym Jorku?

Nie podpalaj się, gdy przeczytasz, że Vancouver to takie Big Apple, tylko bardziej wychillowane, urokliwe i ładniej położone. Jeśli chcesz doświadczyć tej charakterystycznej atmosfery wielkiego, potężnego, wręcz przytłaczającego miasta, to Nowy Jork nokautuje Vancouver.

Choć z drugiej strony, jeżeli NYC cały czas jeszcze przed Tobą, to może właśnie teraz jest najlepszy moment, żeby zobaczyć Vancouver. Ja odwiedziłem Wielkie Jabłko w 2019 roku i po tegorocznej wizycie w Kanadzie myślę, że gdybym najpierw zobaczył Vancouver, a dopiero potem NYC, to główny pacyficzny port Kanady zrobiłby na mnie większe wrażenie.

Nie zrozum mnie źle. Nie mówię, że Vancouver to nieciekawe miasto. Podobało mi się, bardzo.

Vancouver

Vancouver, Seaplane Terminal

To po prostu nie ta sama skala rozmachu co inne popularne wśród turystów duże miasta.

Podróż do zachodniej Kanady, żeby pobyć tylko w miejskim otoczeniu byłaby totalnie bez sensu. Dopiero teraz, po powrocie z naszej dwutygodniowej wyprawy, zgadzam się w 100% z poradami, na które wcześniej patrzyłem z przymróżeniem oka – nie poświęcaj zbyt dużo czasu miastu, kiedy czeka na Ciebie niesamowita przygoda na łonie natury.

Okej, skoro już wiemy, że Kanada jest grzechu warta, idźmy dalej. Pora na szczegóły organizacyjne. Opowiem o najważniejszych kwestiach do zaopiekowania przed i w trakcie wyjazdu. W razie dodatkowych pytań, śmiało zostaw komentarz pod artykułem, chętnie podzielę się swoim doświadczeniem.

Jak długo trwała nasza podróż do Kanady?

Dwa tygodnie. Od 2 do 16 września.

Tydzień w miastach (Vancouver i Calgary) oraz tydzień z przyrodą.

Chcieliśmy dużo zobaczyć, więc nasz grafik był mocno napięty. Nie mieliśmy żadnego luźniejszego dnia. Każdy był skrupulatnie zaplanowany, co pod koniec wyjazdu dawało się już we znaki.

Lake Maligne, Spirit Island

Takie chwile rekompensują trudy. Lake Maligne, Spirit Island.

Myślę, że trzy tygodnie byłyby optymalne. Dołożylibyśmy wtedy dwa-trzy spokojniejsze dni, jeden nocleg więcej w Kamloops i kilka dłuższych hikingów, w tym jeden całodzienny, takie typowe wyjście na szlak jak np. w Tatrach, gdy wychodzisz rano i wracasz wieczorem.

Ale dwa tygodnie też były okej, jesteśmy usatysfakcjonowani. Zresztą dla naszego portfela to może lepiej, biorąc pod uwagę kanadyjskie ceny. Dodatkowy tydzień byłby sporym wydatkiem.

Dlaczego nie z biurem podróży?

Jeżeli przeczytasz ten artykuł w całości, to zobaczysz, że jest sporo tematów do ogarnięcia przy samodzielnej podroży. Dla niektórych może być to zniechęcające, mnie kręci. Lubię planować. Myślę też, że mam do tego smykałkę.

Jasne, są wycieczki zorganizowane do Kanady.

Kupujesz, pakujesz się i lecisz. Na miejscu wszędzie Cię wożą, wysadzają, pokazują, prowadzą za rękę. Wszystko podane na tacy. Byłem na kilku takich wyjazdach i samodzielna organizacja jest dla mnie zupełnie innym doświadczeniem.

Stanley Park

Tak wygląda szczęśliwy człowiek. Vancouver, Stanley Park.

Gdy ktoś prowadzi mnie za rękę, wyłącza mi się myślenie, zmysł orientacji w terenie itp. Wspomnienia z takiej podróży szybciej się zacierają. Wyjazd na własną rękę sprawia, że wszystko wnika w Ciebie głębiej i zostaje na dłużej. Trudno to wyrazić słowami, trzeba tego doświadczyć.

Czy w Kanadzie jest bezpiecznie?

Nie jestem specem od bezpieczeństwa międzynarodowego, ale mogę powiedzieć, że w żadnym momencie przez nasze dwa tygodnie w Kanadzie nie czuliśmy się zagrożeni.

Nie chodziliśmy wprawdzie po nocy, ale za dnia nie mieliśmy żadnego niebezpiecznego incydentu.

Jasne, na ulicach Vancouver i Calgary spotykaliśmy ludzi bezdomnych, narkomanów, obłąkańców. Nikt nas jednak nie zaczepiał. Sami też nie szukaliśmy guza – unikaliśmy kontaktu wzrokowego z podejrzanymi osobami.

Kasia w parkach narodowych miała stracha przed dziką zwierzyną. Przestrzegali przed nią również lokalni przewodnicy, tłumacząc, żeby nie wychodzić z samochodów, nie przybliżać się itp.

Na szlakach nie mieliśmy żadnego kontaktu ze zwięrzetami. Na wszelki wypadek, nosiliśmy dzwoneczek przyczepiony do plecaka i bear spray kupiony w Jasper.

Grizzly Bear Refuge

Słodki miś, ale nie chcielibyśmy spotkać go na szlaku. Grizzly Bear Refuge, Golden.

Osobiście jestem zdania, że wszędzie może przydarzyć się coś złego, niezależnie od miejsca na świecie. Wiadomo, są państwa mniej i bardziej bezpieczne. Kanada należy do tej drugiej kategorii, ale i tutaj warto zachować po prostu zdrowy rozsądek, nie prowokując ryzykownych sytuacji.

Vancouver – Calgary w 14 dni: dokładna trasa

Nasza podróż przebiegała wg poniższego planu.

  • Wylot z Pyrzowic do Vancouver, z przedsiądką we Frankfurcie.
  • W Vancouver o godz. 15:00. Popołudniowy / wieczorny spacer.
  • 3 pełne dni w Vancouver, czwartego dnia wypożyczenie samochodu i wyjazd w trasę.
  • Przejazd do Kamloops dłuższą, ale bardziej malowniczą trasą przez Whistler:
    • Shannon Falls,
    • Nairn Falls,
    • Seton Lake,
    • Lilloet.
  • 1 nocleg w Kamloops.
  • Poranna wizyta w downtown Kamloops, przejazd do Jasper:
    • Clearwater,
    • Mount Robson Provincial Park.
  • Pobyt w Jasper (3 noce):
    • Lake Maligne,
    • Maligne Canyon,
    • Old Fort Point,
    • Pyramid Lake,
    • Jasper Sky Tram i Whistler Summit,
    • fragment Icefields Parskawy,
    • Sunwapta Falls,
    • Jasper Lodge.
  • Przejazd z Jasper do Golden trasą Icefields Parkway:
  • Pobyt w Golden (3 noce):
    • Golden Skybridge,
    • Kicking Horse Mountain Resort,
    • Lake Louise & Lake Moraine.
  • Przejazd z Golden do Calgary przez Banff (pół dnia w Banff). Zwrot samochodu.
  • Pobyt w Calgary (3 noce).
  • Wylot z Calgary do Pyrzowic, przesiadka we Frankfurcie.

Poszczególne miejsca i nasze doświadczenia opiszemy szczegółowo w osobnych wpisach. Mamy mnóstwo wspomnień, przemyśleń i zdjęć, tematów nie zabraknie!

Dzisiaj chodzi tylko o pokazanie całej trasy.

Liczyła sobie ok. 2 tys. kilometrów i zrobiliśmy ją, pożyczając samochód na tydzień w Vancouver i oddając go w Calgary (super opcja, warto dopłacić, żeby nie robić nawrotki do Vancouver). Więcej o wypożyczeniu w dalszej części tekstu.

Harmonogram był napięty i dość wyczerpujący, ale coś za coś.

Tak jak pisałem wcześniej, 3 tygodnie pozwoliłyby poluzować grafik, ale my mieliśmy tylko dwa. Zresztą pewnie byłoby tak, że gdybym miał dodatkowy tydzień do zagospodarowania, to i tak wypełniłbym go po brzegi i wcale dużego luzu by nie było. Tak to już ze mną jest!

Lot do Vancouver i powrót z Calgary

Założyliśmy, że lecimy do Vancouver. Po analizie mapy wyszło, że najlepiej będzie wracać z Calgary, wtedy w 2 tygodnie zdążymy zrealizować założoną trasę.

Można byłoby też zrobić odwrotnie – lecieć do Calgary, a wracać z Vancouver. Dzisiaj, już po powrocie, mam taką myśl, że może nawet byłoby to lepsze pod kątem doświadczenia obu miast. Naszym zdaniem, Calgary nie ma podejścia do Vancouver, więc gdyby zacząć w tym pierwszym, a skończyć w tym drugim, to przeżycia byłyby właściwie stopniowane.

Calgary

Calgary najlepiej wygląda z daleka. Widok z McHugh Bluff.

Z drugiej strony, podczas ostatnich dni w Calgary odczuwaliśmy już zmęczenie, więc nie wiem czy dalibyśmy radę tak intensywnie chodzić po Vancouver jak zrobiliśmy to na początku wyjazdu.

Jeśli chodzi o lotnisko w Polsce, decydujemy się na Pyrzowice.

Rok wcześniej lecieliśmy z tego lotniska na Cypr i spodobało nam się, a dojazd z Łodzi jest bardziej komfortowy niż na Okęcie. Plus pyrzowickie godziny lotów były korzystniejsze – wylot ok. 10:00, przylot ok. 15:00. Idealnie, bo nie trzeba było kombinować żadnych noclegów w pobliżu lotniska, przejazdy z Łodzi i do Łodzi bez problemów tego samego dnia.

Nie czekaliśmy na żadne promocje cenowe. Lot na 2 września zarezerwowaliśmy na początku maja. Bilety dla dwóch osób w dwie strony kosztowały 10 750,16 zł. Podobno można taniej, ale nie chciemy bawić się w śledzenie cen i zastanawianie, kiedy jest ten najlepszy moment.

Ubezpieczenie na wyjazd do Kanady

Za loty i część noclegów zapłaciliśmy z góry na początku maja, 4 miesiące przed planowanym startem podróży. Żeby spać spokojniej, wykupiliśmy ubezpieczenie kosztów rezygnacji.

Przy dwóch osobach składka ubezpieczniowa wyniosła 1075 zł.

Zanim wykupiliśmy polisę, przestudiowałem ogólne warunki ubezpieczenia i dopytałem agenta czy na pewno można ubezpieczyć podróż na własną rękę, w tym noclegi przez Airbnb. Można.

Z ubezpieczenia finalnie nie skorzystaliśmy, wszystko było w porządku. Nie mamy jendak poczucia zmarnowanych pieniędzy. Przecież właśnie na tym polega idea ubezpieczenia. Płacisz za spokój (lub jego ułudę), odciążając głowę skłonną do produkowania czarnych scenariuszy.

Jasper

A najlepiej na głowę robi wysiłek fizyczny i obcowanie z naturą. Widok na Jasper i okolicę z trasy na Whistlers Peak.

Nie skorzystaliśmy również (na szczęście!) z wykupionego ubezpieczenia zdrowotnego. Tutaj, przy wariancie obejmującym choroby przewlekłe, zapłaciliśmy za dwie osoby 392 zł.

eTA zamiast wizy

Polacy nie potrzebują wizy, żeby dostać się do Kanady.

Trzeba jednak „wyrobić” Electronic Travel Authorization (eTA). To nic strasznego, wystarczy wypełnić internetowy formularz, zapłacić 7 CAD od osoby i potwierdzenie przychodzi na maila.

eTA jest przypisana do konkretnego numeru paszportu. Może dlatego nikt potem tego nie sprawdza. Jedynie na lotnisku w Katowicach jesteśmy pytani czy mamy eTA. Odpowiedź twierdząca wystarcza, nic nie trzeba pokazywać. W Kanadzie też wystarcza paszport, nikt o eTA nie dopytuje. No ale szczytem głupoty byłoby jednak nie zadbać o to wcześniej.

Noclegi od Vancouver do Calgary

Wszystkie noclegi zarezerwowaliśmy przez Airbnb:

Były dużo tańsze niż hotele na Bookingu, a przy tym mieliśmy zawsze całą przestrzeń dla siebie. Sypialnia, salon, kuchnia, łazienka. W Kamloops była nawet pralka z suszarką!

Kamloops

Domek w Kamloops. Gospodarze zajmują większość, część dołu zagospodarowali dla turystów.

Jeżeli chodzi o dostępność noclegów, najgorzej było z Jasper i Banff, niewielki wybór, absurdalne ceny. Zamiast Jasper zarezerwowaliśmy Hinton, zamiast Banff – Golden. Trudno, będziemy dojeżdżać.

Potem, bliżej terminu wyjazdu, sprawdziliśmy jeszcze czy nic nowego się nie pojawiło. Mieliśmy szczęście, trafiła nam się okazja w Jasper. Wprawdzie piwnica, ale super zagospodarowana. Zdecydowaliśmy się i był to strzał w dziesiątkę. Baza w Jasper zrobiła robotę! Jazdy przez tydzień wypożyczenia samochodu i tak było sporo, doceniliśmy, że nie musieliśmy jeszcze dojeżdżać do Hinton. Niby to tylko godzina, ale przy napiętym harmongramie – duża ulga.

No i Jasper okazało się naprawdę urokliwe!

Noclegi zmieniliśmy jeszcze na tydzień przed wyjazdem w Vancouver i Calgary.

W Vancouver zdecydowaliśmy się zapłacić dwa razy więcej, ale mieszkać w samym downtown. Kolejna dobra decyzja – na miejscu najważniejsze atrakcje mogliśmy robić na pieszo. Przy wcześniejszym wyborze mieszkania musielibyśmy każdego dnia dojeżdżać do centrum.

W Calgary zadecydowała komunikacja z gospodarzem – nie odpowiadał na nasze wiadomości. W opiniach ludzie pisali, że z mieszkaniem jest wszystko okej, ale host niekontaktowy. Nie chcieliśmy ryzykować, wybraliśmy inne lokum, tym bardziej, że cena była porównywalna. No i znowu intuicja nas nie zawiodła – nowa lokalizacja okazała się być 5 minut pieszo od miejsca zwrotu samochodu.

Golden

Domek w Golden.

Do samego Airbnb Kasia podchodziła dość sceptycznie, będąc przyzwyczajoną do hoteli i Bookingu. Ja jednak wcześniej korzystałem z tego serwisu podczas podróży do USA i byłem zadowolony.

W Kanadzie to doświadczenie oceniam jeszcze lepiej – wszyscy gospodarze byli sympatyczni, kontaktowi i dbali o nasz komfort. Czuliśmy się zaopiekowani lepiej niż w nie jednym hotelu. A przy tym było to wszystko takie bardziej „osobiste”. Np. w Kamloops zostaliśmy zaskoczeni laurką przygotowaną przez dzieci gospodarzy, a w Golden gotowym mixem do smażenia pankejków!

Golden_Airbnb

Miły gest gospodarzy w Golden.

Jedzenie w Kanadzie

Przy wyborze noclegów, kluczowe było, żeby miejsce było tylko dla nas i miało lodówę.

Dzięki temu mogliśmy przygotować śniadanie, kanapki na cały dzień i kolację. „Na mieście” jedliśmy tylko obiady i to był już spory wydatek (między 130 zł a 350 zł za obiad z napojami dla dwóch osób). Nie chcę nawet myśleć, ile musielibyśmy wydać, chcąc wszystko zamawiać w barach / restauracjach.

Na upartego moglibyśmy gotować sobie również obiady, ale zgodnie uznaliśmy, że to bez sensu.

Raz, że urlop nie jest od tego, żeby siedzieć w kuchni, a dwa, że oboje lubimy pójść do knajpy. Nie uważamy się za gastro-turystów, ale fajnie jest sprawdzić, co kulinarnie ma do zaproponowania obszar, który odwiedzamy. No cóż, tutaj Kanada wypadła tak sobie, ale o tym innym razem.

Obiad w Vancouver

Obiad w Vancouver.

Ze sklepowego asortymentu najbardziej cieszyły nas opakowania z obranymi i pokrojonymi owocami gotowymi do jedzenia. Dostępne niemal w każdym sklepie. Najbardziej brakowało nam natomiast polskiego pieczywa. Kanadyjskie chleby traktowaliśmy wyłącznie użytkowo, żeby zrobić z czegoś kanapki, ale nie udało nam się natrafić na żaden chleb, który by nam smakował. Wszystko gumowate, bez smaku, w składzie jakieś dziwne dodatki. Najsensowniejsze okazały się bajgle, które można było kupić nawet już przekrojone. Trzeba było tylko uważać, żeby nie kupić jakiś starszaków leżących długo na półce, co by nie przypłacić konsumpcji ułamanym zębem.

Na śniadania jedliśmy nocne owsianki – płatki owsiane zalane na noc mlekiem, rano podgrzane w mikrofali, wzbogacone o dodatki w postaci orzechów i owoców. Super sprawa dająca sytość na co najmniej kilka godzin. W Polsce nasze śniadania wyglądają zresztą podobnie. Lubimy owsianki, bo są szybkie w przygotowaniu, smaczne i pożywne.

Generalnie, same sklepy spożywcze, jak i żywność w nich dostępna nie zachwyciły nas. Koszyki sprawiały wrażenie, jakby nikt ich nigdy nie czyścił, wnętrza sklepów też nie robiły jakiegoś szczególnie czystego wrażenia, ciężko było znaleźć dobrą wędlinę, a większość produktów oferowana była w dużo większych porcjach niż w Polsce, co utrudniało zarządzanie logistyką i wycelowanie tak, żeby nic się nie zmarnowało przy zmienianiu miejsc zamieszkania.

No i oczywiście ceny wyższe niż u nas, nawet w dyskontach typu Safe on Foods czy Low Low Prices. Skromne zakupy spożywcze na 3 dni kosztowały nas ok. 400 zł.

Jazda samochodem po Kanadzie

Podstawą naszej wyprawy był samochód.

Bez niego nie bylibyśmy w stanie przebyć zamierzonej trasy.

Wprawdzie z Vancouver do Jasper można dotrzeć pociągiem Rocky Mountainer, a potem na miejscu kupować zorganizowane wycieczki z dojazdem do poszczególnych atrakcji, ale to już nie to samo.

Jeśli jechać w takie miejsce, to tylko ze swobodą przemieszczania się!

Icefields Parkway

Icefields Parkway, trasa między Jasper a Banff.

Wypożyczenie samochodu

Wypożyczyliśmy więc samochód, wybierając wypożyczalnię Enterprise.

Były tańsze oferty, ale na forach ludzie pisali, że wprawdzie Enterprise jest droższa, ale nikt nigdy nie miał problemów, a z innymi firmami bywało różnie.

Wybraliśmy Toyotę C-HR. Były tańsze samochody, ale takie typowo miejskie, a wiedząc, że jedziemy w teren, chcieliśmy coś nieco bardziej masywnego. Finalnie w Vancouver dostaliśmy jakiś compact suv Chevroleta. Na początku mieliśmy problem z przystosowaniem się do automatycznej skrzyni biegów, ale potem wszystko szło już dobrze. Po drodze spotkała nas wprawdzie przygoda z migającą kontrolką asystenta hamowania, ale uspokoiła sie tuż przed tym, gdy już chcieliśmy zjeżdżać do lokalnej wypożyczalni w Kamloops. W Jasper wyświetlił nam się natomiast komunikat o niedopomowanej oponie, więc skorzystaliśmy z kompresora na stacji, poza tym wszystko okej.

Samochód pożyczyliśmy w Vancouver, oddaliśmy w Calgary.

Zapomnieliśmy zrobić zdjęć przy odbiorze i martwiliśmy się czy przy zwrocie nie będą chcieli nas naciągnąć na jakieś rzekome uszkodzenia, ale nic z tych rzeczy – miły pan zrobił szybką inspekcję, wszystko grało i po sprawie.

Razem z dodatkowym ubezpieczeniem od ewentualnych szkód w pojeździe zapłaciliśmy za tydzień wypożyczenia 5872,23 zł. Sporo, ale bez samochodu ten wyjazd nie miałby sensu.

A, i jeszcze jedno. O ile zmiana noclegu tydzień przed wyjazdem nie była problemem, o tyle wypożyczenie samochodu ze zwrotem w innej lokalizacji niż miejsce wypożyczenia byłoby niemożliwe. Dobrze, że zarezerwowaliśmy samochód dużo wcześniej, bo potem takich ofert po prostu już nie było, mimo że wrzesień to już okres powakacyjny.

Trasa Vancouver – Calgary przez Parki Narodowe Jasper i Banff cieszy się po prostu olbrzymim zainteresowaniem. Nie ma się co dziwić – istotnie zapiera dech w piersiach! Nigdy wcześniej nie jeździliśmy samochodem w takim otoczeniu.

Icefields Parkway

Jeszcze jedno ujęcie z Icefields Parkway.

Paliwo

Benzyna w Kanadzie jest tańsza niż w Polsce, a ograniczenia prędkości sprzyjają mniejszemu spalaniu. Paliwo na cały tydzień kosztowało nas ok. 800 zł.

Z tankowaniem nie było problemu, choć pierwsza wizyta na stacji okazała się ciut stresująca.

Wszystko wyglądało inaczej – samoobsługa, najpierw autoryzujesz płatość, potem tankujesz, regularna benzyna ma 87 oktanów, wszystko na jednym wężu, rodzaj paliwa wybierasz przyciskiem.

Prawo jazdy

Do podróżowania przez tydzień samochodem pomiędzy Vancouver a Calgary wystarcza polskie prawo jazdy. Generalnie, w kolumbii brytyjskiej polskie prawo jazdy jest okej, jeśli nie planujesz pobytu dłużej niż 90 dni.

Przepisy, prędkości i policja

Jeżdżąc samochodem nie natknęliśmy się na jakieś szczególne sytuacje, które by nas zaskoczyły.

Naszą uwagę zwróciły jedynie skrzyżowania ze stopami ze wszystkich stron. Wychodzi na to, że wszyscy mają obowiązek się zatrzymać i na skrzyżowanie wjeżdża najpierw ten, kto był pierwszy.

Ograniczenia prędności są niższe niż w Polsce – na trasie najczęściej pomiędzy 90 a 110 km/h. Najbardziej karnie jeżdżą turyści, najszybciej – ciężarówki. Co najmniej kilka razy wyprzedzał nas kanadyjski truck. Widać tiry nie mają takich ograniczeń jak w Polsce.

Policji nie spotkaliśmy na trasie ani razu.

A nie, przepraszam, raz Kasia mocniej przyspieszyła, żeby wyprzedzić samochód przed nami i akurat wtedy na sygnale jechał policyjny wóz. Już wyobrażaliśmy sobie rozmowę z policją, ale okazało się, że to nie przekroczenie przez nas prędkości było powodem zainteresowania służb.

Jeszcze co do prędkości – z przyjemnością zachowuje się tą dozwoloną, a nawet niższą. Widoki są po prostu tak niesamowite, że szkoda się spieszyć!

Parkowanie

Przed wyjazdem naczytaliśmy się o przepełnionych parkingach, na których miejsca potrafią wyczerpać się jeszcze przed wschodem słońca. Nie było tak źle. Jedyny parking, na którym nie znaleźliśmy miejsca, to ten przy Anthabasca Falls na trasie Icefiled Parkways.

Wszystkie parkingi były bezpłatne.

Parkometry widziałem jedynie przy Lake Louise (21 CAD za dzień, niezależnie jak długo trwa postój), ale tam i tak lepiej pojechać shuttle bus z parkingu Park & Ride (wymagana wcześniejsza rezerwacja, o czym w dalszej części tekstu).

Lake Louise

Trudno się dziwić, że parking przy Lake Louise jest zazwyczaj pełen.

Utrudnienia w ruchu

Nie napotkaliśmy jakiś szczególnych utrudnień w ruchu.

Jasne, było kilka zwężeń na trasie, czasem poszczególne pasy ruchu były wyłączone, a w okolicach Golden droga była nawet na noc zamykana, ale to wszystko można wcześniej sprawdzić w bezpłatnej aplikcji Drive BC. Korzystałem z niej każdego dnia, żeby upewnić się czy nic nie zakłóci naszej podróży, szczególnie, że sytuacja w ostatnim czasie była dynamiczna z uwagi na pożary.

Druga przydatna aplikacji przy jeździe samochodem to Alertable, która na bieżąco informuje o ewentualnych problematycznych sytuacjach, jak np. wypadek na trasie.

Kilka wątpliwości co do wyboru optymalnej trasy udało mi się rozwiać dzięki forum TripAdvisor. Jest tam mnóstwo przydatnych wątków, które można przeszukać i użytkownicy odpowiadają również chętnie na bieżące pytania. Super pomocna społeczność!

Bilety wstępu

Za planowanie konkretnych atrakcji i zakup biletów zabrałem się ciut za późno.

Gdy miałem wolną chwilę, czytałem blogowe wpisy, wątki na TripAdvisor i oglądałem wideo na YT pod kątem zaplanowania dwóch tygodni na miejscu. Wszędzie pojawiała się ta sama informacja – nawet we wrześniu na planowanej przez nas trasie może być dużo turystów, a bilety na najbardziej popularne atrakcje warto kupić wcześniej.

Rządowy system rezerwacji

Największym zainteresowaniem cieszy się Lake O’Hara. A przynajmniej taki wniosek wynika z tego, że nie było już wolnych miejsc na wrzesień w rządowym systemie rezerwacyjnym. Udało mi się dorwać bilety na shuttle bus do Lake Louise & Lake Moraine, 19 CAD za dwie osoby.

Ten rządowy system rezerwacyjny nie jest jakiś super przejrzysty, ale idzie się w nim połapać.

Najważniejsza zasada jest taka, że biletami trzeba interesować się jak najwcześniej to możliwe.

W tym roku (2023) rezerwacje wystartowały chyba jakoś w połowie kwietnia. Z tego co zrozumiałem, działa to w ten sposób, że pierwszego dnia jest formowana wirtualna kolejka, coś jak sprzedaż biletów na najbardziej popularne koncerty.

Jeżeli czytasz ten post, bo wybierasz się do zachodniej Kanady, najlepiej jak sprawdzisz wszystko bezpośrednio na oficjalnej stronie. W chwili, gdy piszę te słowa (październik 2023), widzę tam informacja, że zasady rezerwacji na 2024 rok zostaną niebawem opublikowane.

Nas w systemie rządowym interesowała wyłącznie zakładka Day Use i dwie opcje:

  • Shuttle to Lake Louise and Moraine Lake,
  • Lake O’Hara Day Use Bus.

To dlatego, że nie szukaliśmy campingów. W internecie przeczytałem jednak, że są one popularne, więc jeśli masz na nie chętkę, to zdecydowanie warto zainteresować się wcześniej, żeby nie było takiej sytuacji jak u nas z Lake O’Hara – brak miejsc.

Skąd w ogóle takie zainteresowanie tym rządowym systemem rezerwacyjnym?

Z tego, co przeczytałem, to do Lake O’Hara można dojechać tylko oficjalnym shuttle – samochody prywatne nie mają wjazdu. To samo dotyczy Lake Moraine.

Lake Moraine

Lake Moraine

Natomiast parking przy Lake Louise jest tak oblegany, że często nie można znaleźć tam miejsca.

I tutaj z pomocą przychodzą parkowe shuttle bus – parkujesz na parkingu Park & Ride, wsiadasz do busa, jedziesz, a potem wracasz kiedy Ci pasuje w ramach dostępnych godzin. Jedyne ograniczenie, którego sami doświadczyliśmy, jest takie, że na powrotne busy ustawia się kolejka, więc w popularnych godzinach może być konieczność poczekania. Opowiemy o tym więcej przy okazji wpisu o Lake Louise & Lake Moraine. A tymczasem…

… kilka słów o biletach spoza rządowego systemu rezerwacji.

Pursuit Pass

Będąc w Polsce, kupiliśmy jeszcze bilety na:

Pierwsze trzy w ramach Pursuit Pass Jasper. Pozostałe osobno.

Są też wprawdzie dostępne szersze pakiety dające wyższa zniżkę, ale uwzględniają Banff Gondola oraz Lake Minnewanka Cruise, które to atrakcje zdecydowaliśmy się odpuścić.

Co do gondoli, podejmiemy decyzję na miejscu w zależności od pogody, a rejs po jeziorze Minnewanka ma różne oceny i stwierdzamy, że popływanie po Lake Maligne będzie wystarczające. Wysokie ceny też zachęcają raczej do zawężania niż poszerzania.

Nie żałujemy jednak ani jednej wydanej złotówki.

Anthabasca Glacier

Anthabasca Glacier, Icefield Adventure.

No i dobrze, że kupujemy wcześniej, bo na miejscu okazuje się, że zakup w kasie po przyjeździe byłby najczęściej niemożliwy. Szczególnie, gdy chodzi o Maligne Lake Cruise i Columbia Icefield Adventure, które cieszą się olbrzymim zainteresowaniem.

Nie ma przypadków – te dwie atrakcje zachwyciły nas najbardziej.

Co uzasadnia również, dlaczego przy zakupie trzeba wybrać nie tylko konkretną datę, ale również konkretną godzinę. Tak dokładne planowanie jest nieco upierdliwe, ale w tym przypadku niezbędne, żeby mieć pewność, że wspaniałe doświadczenia nie przejdą nam koło nosa.

Lake Maligne

Rejs po Lake Maligne.

Jasne, można zobaczyć Lake Maligne, nie pływając po nim, zerknąć na lodowiec bez wjeżdżania na niego, ale wg nas byłby to niewykorzystany potencjał. Opowiemy o tym więcej w osobnych wpisach. Podobnie, jak o pozostałych miejscach, które odwiedziliśmy. Chcemy każdemu poświęcić odpowiednią uwagę, bo wszystkie na to zasługują.

Bilet wstępu do Parków Narodowych

Oprócz biletów na pojedyncze atrakcje, trzeba również zapłacić za pobyt w Parkach Narodowych. Są dostępne bilety dzienne lub okresowe.

Bilet można kupić na miejscu, ale mogą zdarzyć się kolejki do bramki. Dlatego my kupiliśmy tygodniową kartę na stronie internetowej parku Jasper. Internetowy kalkulator podpowiadzieła, że w naszym przypadku tygodniowy bilety jest bardziej opłacalny niż na pojedyncze dni.

Super, że bilet jest ważny do wszystkich górskich parków:

  • Banff,
  • Jasper,
  • Yoho,
  • Kootenay,
  • Waterton,
  • Elk Island,
  • Mount Revelstoke,
  • Glacier.

Kupiony bilet wystarczy wydrukować i umieścić w widocznym miejscu za szybką samochodu.

My nie mieliśmy go jak przymocować, a do tego często przeszkadzał przy filmowaniu przez przednią szybę, więc często jechał w bocznej kieszeni przy drzwiach. Na parkingach wykładaliśmy go na widoku, a na bramkach pokazywaliśmy, otwierając szybę kierowcy. Nikt nie robił problemów.

Bilety kupione na miejscu

Wychodzimy z założenia, że płacenie za wjazd na górę ma sens tylko przy dobrej widoczności. Dlatego mimo wskazówek w internecie, żeby na Banff Gondola i Jasper SkyTram bilety również kupować wcześniej, dajemy sobie spokój.

Z gondoli w Banff finalnie rezygnujemy ze względu na duże zachmurzenie w dniu pobytu w miasteczku. Natomiast bilety na Jasper SkyTram bez problemu kupujemy jeden dzień wcześniej, kierując się zapowiadaną w prognozie pogody świetną widocznością. Na miejscu dowiadujemy się, że mamy ogromne szczęście, bo to jeden z nielicznych dni, gdy widać w pełni Mount Robson, najwyższy szczyt w kanadyjskiej części Gór Skalistych.

Generalnie, mieliśmy niesamowitego farta do pogody.

Whistlers Peak

Whistlers Peak po wjeździe Jasper SkyTram i krótkim hikingu.

W dniu naszego przyjazdu do Jasper wiatr finalnie rozwiał smogowe chmury po pożarach i przez cały tydzień, aż do wyjazdu z Banff, pogoda była żyleta.

To ważne, bo przy zachmurzeniu i ograniczonej widoczności wyprawa nie miałaby takiego samego uroku, co potwierdzają choćby pierwsze dni w Vancouver, gdy miastu urok, a nam nastrój, odbierało zachmurzenie. Na szczęście, przelotne, bo bywały też godziny, gdy słońce wychodziło za chmur i przebijał błękit nieba. Wtedy od razu inaczej odbieraliśmy otoczenie!

Natomiast już w Jasper, przewodnik na rejsie po Lake Maligne wspominał, że w tym sezonie bywały takie dni, gdy z łodzi można było co najwyżej zobaczyć pierwszą linię drzew. Jesteśmy niesamowicie wdzięczni, że dostaliśmy szansę, żeby doświadczyć kanadyjskiej natury bez utrudnień pogodowych.

Jeżeli chodzi o pozostałe atrakcje, na miejscu bez problemu kupiliśmy również następujące bilety:

Sprzęt elektroniczny

Kanada to kolejna podróż udokumentowana wyłącznie iPhonem – zarówno zdjęcia, jak i wideo.

Zastanawialiśmy się czy nie kupić jakiejś lustrzanki, ale doszliśmy do wniosku, że:

  • to kolejny spory wydatek,
  • potem trzeba ten sprzęt ze sobą nosić i go pilnować,
  • telefon i tak zawsze mamy przy sobie,
  • jakość zdjęć i wideo z iPhone jest dla nas wystarczająca.

Jedyny zauważalny minus telefonu, to brak porządnego zoomu optycznego.

Anthabasca River

Co tam jednak zoom, gdy przed oczami takie widoki! Anthabasca River w Jasper.

No i rozładowująca się bateria, ale ten problem rozwiązaliśmy, kupując powerbanki. W połączeniu z ładowaniem telefonu w samochodzie podczas trasy – ani razu nie zabrakło nam energii, mimo włączonej w tle aplikacji rejestrującej trasę (fajna sprawa, potem można odtworzyć mapkę!).

W temacie energii – do Kanady jest potrzebna przejściówka, żeby podłączyć polski sprzęt do ładowania. Pewnie można kupić na miejscu, ale my wzięliśmy z Polski. Lepiej nosić niż się prosić.

Internet w telefonie

We wszystkich mieszkaniach, które wynajmowaliśmy, gospodarze zapewniali WiFi. Nieodpłatne sieci były też dostępne w wielu miejscach, typu kawiarnie, restauracje, dworce, lotniska itp. Wiadomo, że nie jest to najbezpieczniejsza opcja, ale czasem nie ma wyjścia.

Internet w roamingu jest drogi, Orange pokazywało domyślnie 30 zł / mb. Nie wiem jak u innych operatorów, ale u pomarańczowych mogliśmy wykupić pakiet 1gb bodajże za 59 zł. Przydał się, żeby czasem coś pilnie sprawdzić, np. w Google Maps, które wprawdzie pozwalają pobrać mapy offline (co zrobiliśmy), ale niektóre funkcje wymagają włączonego internetu.

Ubrania

Do zachodniej Kanady zabraliśmy to samo, co w polskie Tatry:

  • górskie buty trekingowe trzymające kostkę,
  • adidasy,
  • skarpety grubsze i cieńsze,
  • bieliznę,
  • dużo t-shirtów,
  • koszule, bluzki, swetry jako dodatkowe warstwy,
  • ubrania termoaktywne,
  • czapkę, szalik, rękawiczki,
  • kurtkę.

Odpuściliśmy jakieś bardziej eleganckie stroje. Ubrania do turystyki górskiej, szczególnie buty i kurtki, zajęły sporo miejsca, ciężko byłoby dołożyć jeszcze coś typowo „wyjściowego”. Zresztą nie mieliśmy w planach żadnych teatrów, kin, koncertów ani eleganckich restauracji.

Spakowaliśmy się turystycznie i pragmatycznie.

Tak, żeby nie zmarznąć, nawet przy temperaturach w okolicy zera.

Lake Maligne

W pełnym rynsztunku przed rejsem po Lake Maligne.

Poranki w Jasper, Golden, Lake Louise i Banff potwierdziły, że to był dobry wybór. Bez kilku warstw, które można kolejno w ciągu dnia łatwo zdejmować, byłoby ciężko. Rano bardzo zimno, w południe ciepło. Gdy w międzyczasie wpada jeszcze jakiś hiking, nie trudno o przeziębienie. Czego zresztą nie udało się finalnie uniknąć, gdy przewiało nas podczas przejazdu po okolicach Banff samochodem z odkrytym danem (Legendary Banff Open Top Tour). Ale to już historia na osobny wpis.

Pieniądze

Nasze banki nie miały w swojej ofercie karty walutowej w dolarach kanadyjskich. Ale to nie szkodzi. Wystarczyła karta wielowalutowa od Cinkciarza. Nie zadziałała jedynie w automacie do zakupu biletu na kolejkę z lotniska do centrum Vancouver. Wszędzie indziej – bez problemu.

Ze względu na wypożyczenie samochodu, musieliśmy wyrobić kartę kredytową.

Nigdy wcześniej z takowej nie korzystaliśmy i mieliśmy trochę obaw czy wszystko pójdzie okej na miejscu, ale płatność przeszła bez problemu. Doszła tylko prowizja za przewalutowanie. No ale co zrobisz – nie ma chyba w Polsce oferty wielowalutowej karty kredytowej obejmującej CAD.

Na wszelki wypadek kupiliśmy w Polsce 300 CAD. Nie trafiliśmy jednak w żadne miejsce, w którym nie można było płacić kartą, a napiwki doliczane były zawsze na terminalu do płatności. Można więc obyć się bez gotówki, ale uważam, że i tak warto mieć, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Podsumowanie: zachwycający urlop w Kanadzie

Dwa tygodnie w zachodniej Kanadzie to minimum, żeby zwiedzić dwa najważniejsze miasta (Vancouver i Calgary) oraz nacieszyć się przyrodą w parkach narodowych Jasper i Banff.

Ograniczanie się do miast zabija sens wyprawy do Kanady. Największa atrakcją jest przyroda.

Icefields Parkway

Ostatnie ujęcie na Icefields Parkway w tym artykule.

Super opcją noclegową jest Airbnb. W cenie niższej niż hotel można mieć przestrzeń tylko dla siebie i bardziej osobiste doświadczenie dzięki opiece lokalnych gospodarzy.

Wypożyczenie samochodu na miejscu nie jest tanie, ale tylko w ten sposób można wykorzystać na 100% potencjał otoczenia. Zresztą nic w Kanadzie nie jest tanie, z wyjątkiem benzyny.

Jak do każdego wyjazdu na własną rękę, trzeba się dobrze przygotować. Ale potem jest satysfakcja.

Ponieważ trasa pomiędzy Vancouver a Calgary jest bardzo popularnym rejonem turystycznym, przygotowania warto zacząć dużo wcześniej, szczególnie gdy chodzi o rezerwację samochodu i zakup biletów wstępu.

Czy warto lecieć do zachodniej Kanady? Tak, tak, tak i jeszcze raz tak. No chyba, że jesteś typowym mieszczuchem i przyroda Cię nie interesuje. Choć i wtedy bym spróbował, kto wie, może kanadyjskie cudy natury odmienią Twoje postrzeganie świata.

Jeżeli masz jakieś pytania dotyczące naszej podróży, pisz śmiało w komentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *