Jasper to nazwa parku narodowego i urokliwej miejscowości położonej na terenie tego parku. Podczas naszej dwutygodniowej podróży po zachodniej Kanadzie spędziliśmy w Jasper trzy noce. Dla mnie był to najciekawszy fragment kanadyjskiej przygody. Za chwilę podzielę się swoimi wspomnieniami oraz zdradzę szczegóły organizacyjne.
Spis treści
Jasper jako punkt w harmonogramie wyjazdu
Do Jasper przyjechaliśmy 7 września 2023 o godzinie 17:15 samochodem wynajętym w Vancouver.
Drogę z Vancouver do Jasper podzieliliśmy na dwa etapy:
- Vancouver – Kamloops,
- Kamloops – Jasper.
Odległość pomiędzy Vancouver a Jasper to ok. 900 km i możną na upartego pokonać ją w ciągu jednego dnia, ale biorąc pod uwagę ilość interesujących miejsc po drodze, nie ma to sensu. Lecieć w tak piękny rejon świata i gnać na złamanie karku? No way!
O przystankach na trasie porozmawiamy przy innej okazji, teraz spójrzmy na zachwycający widok, który ukazał się nam mniej więcej na pół godziny od Jasper.

Jasper już niebawem!
Na niebie widać chmury, którymi byliśmy zaniepokojeni.
Szczęśliwie, następnego dnia rozchmurzyło się i przez następne kilka dni pogoda była niczym żyleta, zapewniając fantastyczną widoczność. Wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie podkreślali, że mieliśmy niesamowite szczęście, bo do czasu naszego przyjazdu utrzymywało się potężne zachmurzenie, głównie ze względu na rekordowe w tym roku pożary.
Gdybyśmy zanotowali pogodowego pecha, tydzień zaplanowany na podziwianie kanadyjskiej przyrody byłby stracony. Martwiliśmy się tym jeszcze przed wyjazdem, gdy śledziliśmy sytuację pożarową, dlatego na miejscu odczuwaliśmy wdzięczność, że siły natury okazały się łaskawe.
Nocleg w Jasper – piwnica nie taka zła
Pierwotnie zarezerwaliśmy mieszkanie w Hinton, godzinę samochodem od Jasper.
Gdy bliżej terminu wyjazdu przeglądałem jeszcze raz ofertę Airnbnb, zwróciła moją uwagę piwnica w samym centrum Jasper. Było drożej niż w Hinton (2 750,38 zł) i obawialiśmy się temperatury w pomieszczeniu, ale finalnie zdecydowaliśmy się na tę opcję.
To była świetna decyzja! Będąc na miejscu, poczuliśmy urokliwy klimat Jasper, a przy tym mieliśmy trochę mniej do przejechania samochodem.
Owszem, w piwnicy było trochę chłodno, ale dzięki elektrycznemu grzejnikowi i dodatkowym kocom uszytym własnoręcznie przez babcię pani gospodyni nie marzliśmy w nocy. Sama piwnica była natomiast bardzo przytulnie urządzona i wyposażona we wszystko, co potrzebne.
Pierwszy wieczór w Jasper – zapoznanie z otoczeniem
Po przyjeździe i zakwaterowaniu w piwnicy, zrobiliśmy krótki spacer po miasteczku, wstępując na obiadokolację do Mad Grizlly Bistro.

To podobno wspaniała kuchnia fusion. Dla nas przeciętna.

Za to kanadyjskie piwo zawsze na propsie, tym bardziej z uroczym jasperskim misiem!
Wybraliśmy tę knajpę, kierując się ocenami w Google, ale szału nie było, podobnie zresztą jak w większości miejsc jedzeniowych, które odwiedziliśmy podczas dwóch tygodni.
Pierwszy spacer po Jasper nie zrobił na nas jakiegoś spektakularnego wrażenia. Miasteczko jak miasteczko. Jego urok doceniliśmy dopiero wtedy, gdy odwiedziliśmy Banff.
Skromność i niepozorność Jasper okazała się zdecydowanie bardziej w naszym stylu! Choć „niepozorne” to chyba niekoniecznie trafne określenie na położenie i otoczenie miasteczka.

Charakterystyczny dla Jasper widok – kolej na tle gór.
Lake Maligne – jezioro marzeń
Skromne i niepozorne na pewno nie jest Lake Maligne, które podziwialiśmy przedpołudniem następnego dnia po przyjeździe do Jasper. Jeśli miałbym wybrać najbardziej spektaktularne doświadczenia podczas wyprawy do zachodniej Kanady, wskazałbym na rejs po tym jeziorze.
W kierunku Lage Maligne wyjechaliśmy z Jasper o 09:00, gdy na zewnątrz było zaledwie kilka stopni powyżej zera. Później ociepliło się do 20 C, ale rano założyliśmy wszystkie przygotowane warstwy.

Strój na cebulkę to podstawa w górskich warunkach.
Pokonanie 50 km zajęło nam około godziny i o 10:00 bez problemu znaleźliśmy miejsce na parkingu.
Na rejsy są sprzedawane bilety. Zainteresowanie jest bardzo duże, dlatego kupiliśmy je jeszcze w Polsce. Rezerwując, trzeba wskazać konkretną godzinę wypłynięcia, więc wymaga to nieco wysiłku logistycznego, żeby wszystko ze sobą zgrać i stworzyć harmonogram podróży, ale warto.
Jezioro oglądane z „lądu”, a przepłynięcie po nim to nieporównywalne doświadczenia. Podobało nam się, gdy spacerowaliśmy po okolicy przed rejsem, ale dopiero gdy stateczek zabrał nas na wodną wyprawę do Spirit Island, doświadczyliśmy majestatycznego piękna natury.
Przed rejsem mieliśmy ponad godzinę, które wykorzystaliśmy na krótki spacer wdłuż linii brzegowej, przepyszną kawę w niepozornym Waffle Hut, drugie śniadanie i zdjęcia.
Potem ustawiliśmy się w kolejce do boardingu na wypłynięcie o określonej na bilecie godzinie. Akurat nasz rejs złapał delikatną obsuwę czasową ze względu na drobny problem techniczny ze stateczkiem, ale w obliczu świetnej obsługi klienta przez personel nie był to żaden problem.

Lake Maligne widziane z lądu

Lake Maligne widziane z lądu vol. 2

Lake Maligne widziane z lądu vol. 3
To jest coś najpiękniszego, co widziałam w życiu – powiedziała Kasia po rejsie, który trwał ok. półtorej godziny z 15 minutową przerwą na „wyjście na ląd” w okolicach Spirit Island.
Oprócz podziwania spektakularnych widoków można było również dowiedzieć się więcej o jeziorze, parku narodowym i Kanadzie samej w sobie. Przewodnik obecny na statku opowiadał interesująco i z poczuciem humoru. Generalnie, podczas całego wyjazdu doświadczyliśmy obsługi klienta (turysty) na super poziomie! Wszyscy uśmiechnięci, pomocni, życzliwi i zaangażowani.

Lake Maligne podczas rejsu.

Lake Maligne podczas rejsu vol. 2.

Spirit Island w tle.
Lake Maligne zajęło nam łącznie 4 godziny. Uważam, że to minimum, jakie należy tutaj zaplanować. Szkoda się spieszyć, gdy dociera się w tak zjawiskowe miejsce! Rejs jest czasochłonny, ale rezygnacja z niego, żeby tylko zerknąć na jezioro z lądu i jechać gdzieś dalej, byłaby niewybaczalnym błędem.
Wspomnienie z Lake Maligne jest również dostępne na naszym kanale YT.
Maligne Canyon – delikatne rozczarowanie
Z parkingu przy Lake Maligne wyjechaliśmy ok. 14:00. W drodze powrotnej do Jasper zjechaliśmy na parking przy Maligne Canyon. Było mnóstwo samochodów, ale znalazło się miejsce i dla nas.
Kanion nas nie zachwycił.
Być może to delikatny kryzys w połowie dnia lub wysoko postawiona poprzeczka przez Lake Maligne, ale stwierdziliśmy, że te wodospady to trochę jak w Polsce, nic spektakularnego. Zrobiliśmy więc krótką, 30 minutową pętle i wróciliśmy do samochodu, a następnie do naszej piwnicy w Jasper, by chwilę odpocząć, a potem wyjść na obiadokolację i wieczorny spacer po okolicy.

Trasa wędrówki po Maligne Canyon. Godzina na screenie wg czasu polskiego, w Jasper 8 godzin wcześniej.
Spacer po Jasper – Anthabasca River, Old Fort Point
Popołudniowy spacer po Jasper rozpoczęliśy od obiadokolacji w The Raven Bistro.

Zasileni kaloriami i ubożsi o kilkadziesiąt dolarów kanadyjskich ruszyliśmy w drogę.
Niebawem przekroczyliśmy linię kolejową, kierując się ku Anthabasca River. Kasia nie była zachwycona, jako że zbyt wielu piechurów w tej części Jasper już nie było. Kompromisem z mojej strony był wybór pobocza ulicy, zamiast ścieżki leśnej. Mimo dzwoneczka przytroczonego do plecaka, Kasia obawiała się napotkania jakiejś zwierzyny. Jak się okazało, słusznie, bo w drodze powrotnej zobaczyliśmy z pewnej odległości łosie.

Old Fort Point Rd
Liczyłem, że uda nam się na pieszo dotrzeć do Jasper Park Lodge, ale ok. 19:00 porzuciliśmy ten pomysł, obawiając się, że w otoczeniu jezior i lasów złapie nas zmierzch.
Po przejściu przez urokliwy mostek nad Anthabasca River, weszliśmy na punkt widokowy Old Fort, nacieszyliśmy oczy wspaniałym widokiem i ruszyliśmy tą samą trasą w drogę powrotną.

Anthabasca River widziana z Old Fort Point

Old Fort Point Bridge

Zmęczeni po całym dniu, ale szczęśliwi.

Old Fort Point Rd – droga powrotna.
Cały spacer zajął nam od ok. 3h z przerwami na obiadokolację i małe zakupy.

Mapka poglądowa. Data i godzina wg czasu polskiego, w Jasper 8 godzin wcześniej.

Jasper powoli szykuje się do snu
Pyramid Lake – kolejne jezioro marzeń
Ostatni dzień w Jasper rozpoczęliśmy od podziwiania Pyramid Lake, zjawiskowego jeziora położonego zaledwie 10 minut drogi samochodem od centrum Jasper.
Wyjechaliśmy kwadrans przez dziewiątą rano, żeby uniknąć problemów z brakiem miejsc na niewielkim parkingu w pobliżu Pyramid Island, a potem bez problemu zdążyć na Jasper SkyTram.
Chcieliśmy również doświadczyć mistycznej mgły unoszącej się rano nad Pyramid Lake, o której czytaliśmy wcześniej w internecie.

Próba uchwycenia mgły nad Pyramid Lake.
Jezioro zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Szczególnie góry odbijające się w tafli wody.

Na takie widoki można patrzeć godzinami.

Prawda?
Super było to, że między 09:15 a 09:45 nie było jeszcze na Pyramid Island zbyt wiele osób, co pozwoliło cieszyć się kameralną atmosferą, a ci turyści, którzy dotarli tutaj o tej samej porze co my, byli przemili, podobnie zresztą jak wszędzie indziej. Odpowiadając na pytania, skąd jesteśmy, reakcja była zawsze podobna – wow, kawał drogi tutaj przemierzyliście, super.

Jasper SkyTram – widoki z wysokości
Z parkingu przy Pyramid Lake przejechaliśmy na parking przy Jasper SkyTram w ok. 25 minut.
Biety na Jasper SkyTram kupiliśmy dzień wcześniej, gdy byliśmy już pewni, że faktycznie będziemy chcieli wjechać kolejką na górę. Nie robiliśmy tego jeszcze w Polsce, jak w przypadku niektórych innych atrakcji, np. Maligne Lake oraz lodowiec Athabasca, ponieważ uznaliśmy, że gdyby pogoda nie dopisała i widoczność była słaba, to płacenie za wjazd na górę bez widoków byłoby bez sensu.

Z charakterystycznym misiem na dolnej stacji kolejki.
Szczęśliwie, pogoda dopisała i dotarliśmy na Whistlers Summit – 2464 m.n.p.m.
Sam przejazd kolejką nie był niczym szczególnie wyróżniającym się od np. naszej polskiej kolejki na Kasprowy Wierch, ale umożliwił dotarcie na szczyt w ciągu 30 minutowego marszu (z wagoniku wysiada się na stacji położonej 2227 m.n.p.m. i dalej można zrobić krótki treking na samą górę).

Na szczycie po 30 minutowym trekingu.
Sam szczyt jak to szczyt, trochę jak w polskich górach, np. na Czerwonych Wierchach.
Na pewno wrażenie robi przestrzeń. Chodząc po tatrach, doświadczamy „ciaśniejszego” otoczenia, wszystko jest jakby bliżej, bardziej skupione na jednej przestrzenii, choć równie piękne.
Podzieliliśmy się tym spostrzeżeniem z napotkaną turystyką, która skomplementowała paznokcie Kasi, a dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski, dopytywała czy u nas również jest możliwość hikingu w podobnym otoczeniu. Wyraziła chęć odwiedzenia polskich tatr, a my zrobiliśmy jej kilka zdjęć, żeby nie musiała ustawiać telefonu w najdziwniejszych zakamarkach, pozując przed aparatem z trybem samowyzwalacza. Swój foto-smartfonowy kunszt potwierdziła, robiąc nam zdjęcie.

Rozmazane tło na propsie.
Schodząc w dół ku stacji kolejki, która miała zabrać nas na dół, podziwialiśmy panoramę na Jasper. To chyba moje ulubione kadry z tego wyjazdu. Nie ma słów, żeby opisać, jak przepięknie położone jest to górskie miasteczko.

Widok na Jasper z góry. Na zdjęciu również stacja kolejki.

Mógłbym patrzeć godzinami.

Panorama.

Tak trzeba żyć!
Bilet powrotny również mieliśmy wykupiony na konkretną godzinę, a że zostało nam trochę czasu, postanowiliśmy zajrzeć do kawiarni znajdującej się w budynku stacji kolejki.
Widoki przez szybę były super, bo ponownie na Jasper, ale za to kiepska obsługa. Kilkanaście minut czekaliśmy aż ktoś w ogóle do nas podejdzie, potem zapomniano o zamówionym serniku, a pani kelnerka przy rozliczeniu zdawała się wypierać z pamięci całe zdarzenie. Z opini na Google wynikało, że to powtarzający się problem, ale i tak było warto posiedzieć sobie z takim widokiem!
Icefields Parkway, Anthabasca Falls i Sunwapta Falls
Z parkingu przy dolnej stacji Jasper SkyTram wyjechaliśmy koło 14:00 i ponieważ nie mieliśmy już nic konkretnego zaplanowanego na drugą połowę dnia, postanowiliśmy przejechać się fragmentem Icefields Parkway opisywanej jako jedna z napiękniejszych dróg samochodowych na świecie.
Wprawdzie następnego dnia czekał na nas przejazd tą trasą w drodze do Golden, ale ponieważ na forum TripAdvisor wiele osób pisało, że przy pięknej pogodzie droga zapiera dech w piersiach i warto przejechać się nią co najmniej dwa razy, w obie strony, stwierdziliśmy, że zrealizujemy tę rekomendację częściowo – jadąc kawałek w kierunku Banff, a potem wracając do Jasper.
Na Google Maps zobaczyłem, że do Anthabasca Falls jest jeszcze fragment starej trasy, oznaczonej jako 93A. Ponieważ następnego dnia będziemy jechać główną 93, stwierdziłem, że teraz przejedziemy się tym starszym fragmentem. Było lesiście, spokojnie, relaksująco. Na tyle błogo, że Kasia nawet przysnęła na chwilę na siedzieniu pasażera.

Spokojny odcinek starszego fragmentu Icefields Parkway.
Spokój na drodze okazał się zwodniczy. Na parkingu przy Anthabasca Falls nie znaleźliśmy ani jednego wolnego miejsca. Skoro tych wodospadów nie dane nam było zobaczyć, pojechaliśmy dalej, już główną trasą, w kierunku Sunwapta Falls. Po drodze zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym.

Widok na Anthabasca River z punktu widokowego przy Icefields Parkway.
To, co nie udało nam się w kawiarni przy okazji Jasper SkyTram, zrealizowaliśmy niespodziewanie w motelu przy zjeździe na Sunwapta Falls – zjedliśmy pyszny sernik! Bistro i sklepik z pamiętkami w tym miejscu pozytywnie nas zaskoczyły. To kolejny dowód, że warto czasem zaimprowizować.
Natomiast sam wodospad jakoś szczególnie nas nie porwał. Był okej, ale bez szału. Może to po prostu kwestia tego, że kanadajska przyroda zapewnia tak wiele niesamowitych doznań, że z czasem człowiek uodparnia się na coś, co po prostu jest okej. W realiach centralnej Polski, gdzie mieszkamy, tego rodzaju miejsce robiłoby efekt WOW.

Sunwapta Falls
Po Sunwapta Falls pojechaliśmy jeszcze kawałek dalej, ale gdy dopadły nas roboty drogowe, zawróciliśmy w kierunku Jasper, tym bardziej, że jutro również mieliśmy pokonywać tę trasę w drodze do Golden. Widoki nieustannie nas cieszyły, choć najbardziej spektakularny fragment Icefields Parkway, jak się później okazało, czekał na nas następnego dnia.

Droga powrotna do Jasper.
W drodze powrotnej do naszej piwnicy w Jasper zajechaliśmy jeszcze do Jasper Park Lodge czyli miejsca, do którego chcieliśmy dotrzeć na pieszo poprzedniego dnia, ale zawróciliśmy z uwagi na nadciągający zmierzch. I to była dobra decyzja, bo okazało się, że poza kompleskem hotelowo-wypoczynkowym nie ma tam nic szczególnie interesującego.
Nie znaleźliśmy tam też nic sensownego do zjedzenia, więc wróciliśmy do centrum Jasper, kończąc nasz pobyt w tym górskim miasteczku całkiem przyzwoitą pizzą w Jasper Pizza Place. Na szczęście ta decyzja gastronimiczna nie doprowadziła do testowania porad zawartych w poradniku będącym na wyposażeniu naszej piwnicy.

Podsumowanie – Jasper 10/10
Jasper i okolica to absolutnie fantastyczny obszar do eksploracji.
Miasteczko jest skromne i spokojne, w przeciwieństwie do Banff.
3 dni to minimum, żeby zrobić szybki przegląd okolicy, poruszając się samochodem. Gdyby dane mi było jednak pojawić się tutaj jeszcze kiedyś, celowałbym przynajmniej w 7 dni, żeby móc spokojnie nacieszyć się otoczeniem i zrobić kilka całodziennych pieszych wędrówek.
Pobyt w Jasper był dla mnie najbardziej ekscytującą częścią naszej dwutygodniowej wyprawy do zachodniej Kanady, a rejs po Lake Maligne najmocniej zapadającym w pamięć doświadczeniem.
Na drugim miejscu stawiam przejazd Icefields Parkway, z naciskiem na jego drugą część, gdy po zakończonym pobycie w Jasper przemieszczaliśmy się do Golden, zjeżdżając po trasie do Columbia Icefield Centre oraz zatrzymując się na licznych niesamowitych punktach widokowych.
Ale o tym już w innym wpisie, który napisze Kasia, zachwycona Athabasca Glacier.
