28 września 2024 roku. Pogoda na Manhattanie nie rozpieszcza. Spoglądam przez okno, przez które nie jestem w stanie zobaczyć choćby promyka słońca (tak czy inaczej byłoby to dość trudne, bo widok na świat zasłania nam ceglany wieżowiec).
Mąż nalega, żebym w końcu zwlekła się z łóżka. Ruszamy na śniadanie, a tam czekają na nas kiełbaski, pankejki, pieczone ziemniaki i omlety z serem. Zachowując ostrożność skusiłam się na tostowane bajgle, które jadłam już codziennie, aż do końca wyjazdu, tęskniąc za polską owsianką i jajecznicą. Po posiłku duża kawa na wynos i w drogę.
Dzisiejszym celem jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej – Museum of Modern Art (MoMA) położone pomiędzy piątą a szóstą aleją, na wysokości 53. ulicy. Muzeum zostało otwarte w 1929 roku. Pomysłodawczynią była Abby Aldrich Rockefeller.
Wstęp dla osoby dorosłej to koszt 30 dolarów. Bilety można nabyć online. Polecamy rozpocząć zwiedzanie w godzinach porannych (czynne od 10:30). Chyba, że jesteście fanami dzikich tłumów, nie mogących oderwać rąk od smartfona, aby uwiecznić dzieła fowistów. W tym momencie biję się w pierś – również robiłam zdjęcia. Mnóstwo zdjęć. Zaraz napiszę dlaczego.

Andy Warhol, Puszki z zupą firmy Campbell
Przed wejściem na teren muzeum ochroniarze dokładnie sprawdzają zawartość toreb i plecaków. Jest to powszechna praktyka w miejscach użyteczności publicznej w Nowym Jorku (nie ma co się dziwić). W budynku znajduje się kilka pięter, każde z nich jest poświęcone odrębnemu okresowi sztuki nowoczesnej. Na ostatnim, szóstym piętrze są prezentowane wystawy czasowe. Ponadto, na terenie muzeum można znaleźć kawiarnię, restaurację oraz sklep z pamiątkami.
Nie jesteśmy koneserami sztuki. Można powiedzieć, że jesteśmy laikami w tym zakresie. Mimo to spędziliśmy w muzeum pół dnia. Niesamowite, że mogłam zobaczyć dzieła, które znałam dotychczas tylko ze szkolnych podręczników. Picasso, Chagall, Matisse, van Gogh, Dali, Klimt, Monet i wielu, wielu innych (i jak tu nie zrobić zdjęcia, tym bardziej, że nie było to zabronione?). Oprócz malarstwa prezentowane są rzeźby, fotografie i filmy.

Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc

Henri Matisse, Taniec I

Salvador Dali, Uporczywość pamięci
Warto odwiedzić każde piętro – żadne dzieło nie pozostawia nas obojętnymi. Wojtek, który nie znał malarstwa w ogóle, odkrył, że przemawiają do niego dzieła kubistów. Odrzucenie perspektywy, geometryzacja – to jest to! Ja jako fanka impresjonizmu nie do końca podzielam jego zdanie. Mimo to, jak zobaczyłam Panny z Awinionu, upuściłam szczękę na podłogę (zdarza się to naprawdę rzadko).

Pablo Picasso, Panny z Awinionu

Claude Monet, Lilie wodne
Może to zbyt daleko posunięta hipoteza, ale mam wrażenie, że styl malarstwa jaki preferujemy, ma odzwierciedlenie w rodzaju muzyki, jakiego słuchamy. Kubizm bardziej pasuje do twardego, ciężkiego heavy-metalu, a impresjonizm do nowej fali. Ciekawe, czy Robert Smith też lubi impresjonistów, a Bruce Dickinson zachwyca się Picassem.

Marc Chagall, Ja i wieś
Jako laik mogę napisać jedno – sztuka uderza w nasze czułe struny, porusza cząstki, o których istnieniu nie zdawaliśmy sobie sprawy. Polecam to doświadczenie. Obiecaliśmy sobie, że będziemy częściej obcować ze sztuką. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
Nie samą szarą egzystencją człowiek żyje.
Zapraszamy również na wspólny spacer po MoMie na YT.
