Lodowiec Athabasca – zima latem

Choć w Polsce już prawie lato, ostatnio wracam myślami do chłodnych rejonów. Od naszej podróży do zachodniej Kanady minęło już sporo czasu, jednak doskonale pamiętam wyprawę na lodowiec Athabasca, która mnie zachwyciła.

Nasz pobyt w Jasper dobiegał końca. W drodze do Golden postanowiliśmy zatrzymać się w kompleksie Columbia Icefield Discovery Centre. Jest to miejsce położone tuż obok Columbia Icefield, czyli największego pola lodowego w Górach Skalistych. Oferuje m. in. wycieczki na lodowiec Athabasca. Skorzystaliśmy z tej propozycji.

Bilety na tę atrakcję kupiliśmy jeszcze w Polsce, gdyż jest ona bardzo oblegana. Można je kupić tutaj.

Athabasca to jeden z kilku lodowców położonych na polu lodowym Columbia. Niestety, wskutek zmian klimatu traci głębokość w tempie około 5 metrów rocznie! Myślę, że turystyka również nie jest obojętna dla tego zjawiska. Firma organizująca przejazdy planuje wymienić dotychczasowe pojazdy na elektryki.

O świcie (a jakże, na urlopie wstawaliśmy wcześniej, niż przed pracą 😊) wyruszyliśmy w podróż. Trasa z Jasper do Columbia Icefield wynosi około 100 km, ale jaka to trasa! Mieliśmy szczęście podróżować malowniczą Icefield Parkway. Bezchmurne niebo zapowiadało fantastyczne warunki do jazdy, a także zwiedzania. Po drodze minęliśmy kilka punktów widokowych, niestety tym razem z uwagi na pośpiech odpuściliśmy przystanki.

Po przyjeździe na miejsce zaparkowaliśmy samochód na bezpłatnym parkingu i skierowaliśmy nasze kroki w stronę Discover Centre czyli specjalnie zaprojektowanego kompleksu przeznaczonego do obsługi turystów. Chwilę zajęło nam zorientowanie się w tej przestrzeni pełnej ludzi chętnych odwiedzić lodowiec, ale szczęśliwie dotarliśmy do punktu zbiórki. Cała procedura była zorganizowana niczym boarding na lotnisku, szczęśliwie bez kontroli bezpieczeństwa. Po kilkunastu minutach oczekiwania i lekkiego poddenerwowania czy aby na pewno stoimy we właściwej dla naszej godziny kolejce, przyjechał autokar.

Byłam zdziwiona, gdyż trudno było mi sobie wyobrazić dojazd na lodowiec tym środkiem transportu. Jakie było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie autokar zatrzymał się. Wysiedliśmy, a przed nami… Ice Explorer – pojazd, który umożliwia wjazd na czoło lodowca.

Athabasca Glacier_Ice Explorer

Tak wygląda pojazd wjeżdżający na lodowiec.

Jazda trwała około pięciu minut, była jednak pełna emocji. Ten duży sprzęt musiał zjechać z dość stromej góry. Na szczęście, sympatyczny pan kierowca i jednocześnie przewodnik uspokajał nas, opowiadając żarty o cudownej wodzie lodowcowej.

Po dotarciu na miejsce byłam oszołomiona. Nigdy wcześniej nie widziałam podobnego krajobrazu. Słońce i błękitne niebo kontrastowały z surowym pięknem lodu i skał. Zero zieleni (nad czym rozpaczał Wojtek). Jeśli miałabym opisać jednym słowem ten widok, był on po prostu majestatyczny. To był pierwszy lodowiec jaki kiedykolwiek widziałam, ale wrażenia przerosły moje oczekiwania.

Athabasca Glacier

Zdjęcia nie są w stanie oddać majestatu przyrody.

Mieliśmy około 15 minut na spacer po czole lodowca. Zdecydowanie za krótko! W ofercie była również piesza wycieczka z przewodnikiem. Gdy zobaczyłam kilku wędrowców poruszających się po lodowcu, uświadomiłam sobie, że to nie dla takich amatorów jak ja. Po krótkim spacerze zrobiliśmy kilka zdjęć. Niektórzy nalewali sobie wodę z lodowca do plastikowych butelek. My jednak nie chcieliśmy ryzykować, w końcu nie byliśmy na samym początku lodowca, a woda nie była taka czysta. Przewodnik sam ostrzegał, że mogą się w niej znajdować groźne bakterie.

Planując tego typu wyprawę warto pamiętać o odpowiednim ubraniu (warstwowo) i obuwiu trekkingowym. Nawet jeśli temperatura powietrza wynosi kilkanaście stopni Celsjusza, na lodowcu jest naprawdę zimno. Ale jak to mówią Duńczycy – nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie 😊

Po powrocie pojechaliśmy na kolejną wycieczkę. Był to oddalony o kilka kilometrów Columbia Icefield Skywalk. Nie mam tutaj zbyt wiele do napisania, ta atrakcja nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Poza tym było bardzo tłoczno, a ja (poza koncertami) bardzo źle czuję się w tłumie ludzi.

Columbia Icefield Skywalk

Cała atrakcja sprowadza się do patrzenia w dół przez szybę. Problemem są jednak liczne ludzkie stopy przysłaniające widok.

Po krótkim spacerze czekaliśmy w dość długiej kolejce na autokar, który odwiózł nas do kompleksu. Po tak ekscytującym dniu zrobiliśmy się głodni. W ofercie centrum znajdują się dwie restauracje. Skusiliśmy się na burgery, lecz nie był to dobry pomysł (gorsze jedliśmy chyba tylko przy al. Śmigłego-Rydza w Łodzi). Po lunchu wyruszyliśmy do miejscowości Golden, gdzie mieliśmy kolejny nocleg. W trasie zrobiliśmy przerwę, żeby zobaczyć Peyto Lake. Zdjęcie poniżej mówi samo za siebie.

Peyto Lake

Kolory naturalne, bez żadnej obróbki graficznej.

Tak jak dla Wojtka najciekawszym punktem naszej wyprawy do zachodniej Kanady było Lake Maligne, tak na mnie największe wrażenie zrobił lodowiec Athabasca. Głównie ze względu na surowy, nieco mroczy klimat, niczym z piosenek The Cure.

Mam nadzieję, że będzie mi dane zobaczyć więcej tego typu krajobrazów (Wojtek nie podchodzi do tematu zbyt entuzjastycznie). Ahoj!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *